Na ratunek – Podróż po Atii



                               





Piąty października , dzień wcześniej wróciłem do domu z trasy, poznałem wtedy po raz pierwszy naszą adopcyjną córeczkę Roksanke . Moja żona Magdalena Stackiewicz była już z nią od dwóch tygodni , co wieczór rozmawiała z Panią prezes Allą i tak samo było tego wieczora . Podczas rozmowy wyszło, że fundacji jest potrzebny pilny transport psiaka z Gorzowa wielkopolskiego do hoteliku w Krakowie. Niewiele myśląc zaproponowaliśmy wykonanie transportu suni. Nie był to pierwszy pies którego przewoziłem w swoim życu, dlatego pani Alla i Ela zaufały mi . Transport był bardzo pilny i wyznaczona dokładnie godzina odbioru dziewczynki .




W sobotę wstałem o drugiej rano , żeby godzinkę później być już w drodze miał to być zwykły transport z punktu A do punktu B psiaka w potrzebie jaki wykonywałem już nie raz choć dla innych fundacji , jak bardzo się myliłem okazało się po czasie. 



 


Droga do Gorzowa przebiegła spokojnie spotkanie miałem wyznaczone na 8 rano więc na miejscu pozwoliłem sobie na postój i świeżą kawkę. Z właścicielem skontaktowałem się telefonicznie i umówiłem pod domem na odbiór Ati. Pan wyszedł z nią poszliśmy razem na spacer żeby sunia zapoznała się ze mną , a ja żebym mógł porozmawiać i poznać jej historię. Ati jest 7 letnią dziewczynką która straciła swoją ludzką mamę, niestety mąż jej pani ze względu na prace przez cały dzień nie mógł już się nią zajmować, a robił to jak umiał najlepiej. Dla niego ta decyzja też nie była łatwa lecz dobro dziewczynki było ważniejsze. Już sama rozmowa z nim urzekła mnie a zaufanie którym obdarzyła mnie Ati była niesamowita . Spokojnie wsiadła do auta choć jej oczy były bardzo wymowne , dlaczego ją zabieram po co i gdzie Dogi niemieckie to bardzo inteligentne psy.



Wyruszyliśmy w drogę do Krakowa , przez chwilę dziewczynka była troszkę niespokojna lecz powoli zaczęła się uspokajać. W środkowym lusterku obserwowałem jej zachowanie , zacząłem z nią rozmawiać. Może dla niektórych mogą okazać się dziwne moje zachowania , lecz dla mnie jest to norma osoby kochającej zwierzęta i wychowaną wśród nich. Droga do hoteliku była bardzo długa dzieliło nas od celu ponad 600 km. Po pewnym czasie Ati wtuliła się w moją ręke w jej oczach zobaczyłem smutek i łzy , wtedy serducho mi pękło. Wiem nie jeden czytający powie że takie życie, lecz niestety tak nie jest. Jestem świadomy że dla Ati zawalił się cały świat najpierw odeszła jej pani , a teraz zabrali ją z miejsca które znała i kochała. Gdyby nie fakt , że właśnie adoptowaliśmy Roksanke , Ati do hoteliku by nie dojechała została by z nami. Niestety jednak nie mogłem tego zrobić choćby dlatego żeby nasza dziewczynka się nie wycofała bardziej , też jest psem po przejściach i musiałem patrzeć na jej dobro.

Po 7 godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce gdzie z wielkim trudem pożegnałem się z sunią , nie obyło się bez łez choć mówią że faceci są twardzi , niestety nie ja . Ta dziewczynka zmieniła moje życie, rozmowa z nią w czasie podróży , jej historia i charakter.

To co napisałem to nie tylko historia dziewczynki o imieniu Ati , lecz także historia moja i moje pierwsze kroki jako wolontariusza Dożej Skarbonki.





PAMIĘTAJMY POMAGAĆ JEST TAK ŁATWO , LECZ NIGDY NIE WIADOMO CO ZMIENI TAKŻE DLA NAS TA POMOC BO DLA KAŻDEGO ZWIERZAKA DUŻO



JAROSŁAW STACKIEWICZ

Komentarze

  1. Panie Jarku! Dziękuję za tę opowieść i za Pana pracę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Borys Bednarowicz16 marca 2019 08:38

    Dziękuję za ten wpis i poniekąd za naszą "kruszynkę". Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zanim adoptujesz, przemyśl....

Adopcje i co dalej cz. IV

Historia Lita, trzynastoletniego doga niemieckiego pod opieką Dożej Skarbonki