Dogi listy piszą....Kira i Benio




 






Witaj Kiro!

Stęskniłem się do Ciebie i bardzo chciałbym Cię zobaczyć. Na szczęście Wystawa w Wasilkowie coraz bliżej…


Do nas przyszła w końcu wiosna i coraz więcej czasu spędzam na podwórku. Jest tak ciepło, że drzwi od domu mamy otwarte i do ogrodu możemy wychodzić, kiedy tylko chcemy. I spacery mamy coraz dłuższe i w ogrodzie jest coraz więcej roboty, więc pomagamy, jak możemy. Co prawda człowieki nie zawsze należycie doceniają naszą pomoc. Ostatnio „ludziowa mamcia” zostawiła na grządce gracki, więc szybko je wziąłem do pysia, żeby trochę pogrzebać tak jak ona w ziemi. I co? I myślisz, że doceniła moje starania? Wcale! Od razu zabrała mi te gracki i jeszcze burczała, że mogę się nimi pokaleczyć! Też coś! Pokaleczyć grackami, jak już nie raz w pysiu noża miałem…

Nie sądzisz Kiro, że ci nasi ludzie są nadopiekuńczy? Ciągle słyszę:

– A nie rusz, a zostaw, a połóż…

Co znajdę sobie jakąś fajną zabawkę, to mi ją zabiorą. A jak z tym jest u Ciebie?

Jak Twój Gibi? Dogadujecie się? Moje dziewczyny są fajne, ale czasami to mam ich dość. Takie jakieś kapryśne… Ala mówi, że w jej wieku nie w głowie są głupie figle, a Olince ciągle muszę ustępować, bo mała i w końcu w zasadzie nie mam się z kim pobawić. Takie były ostatnio marudne, że znalazłem sobie fajne miejsce do leżenia pod kwitnącą śliwą. Mogłem stamtąd obserwować całe podwórko i wygrzewać się na słoneczku, ale w końcu przyszła Olinka i tak po mnie skakała, że musiałem wstać i ją pogonić przez całe podwórko. I myślisz, że się przejęła? A coś Ty! W to jej graj było. Ganiała, wywijasy robiła i brykała na mnie. Wcale nie umie smarkata uszanować poważnego psa.


Czy Twoi ludzie zabezpieczają Cię od kleszczy? Bo moi tak. Smarują nas takim czymś, ale dzięki temu te okropieństwa nas się nie czepiają, a mamy ich u nas na łąkach i w lesie całe mnóstwo. Ostatnio człowieki mówili, że chyba sami będą się tym smarować, bo na nas kleszczy nie było, ale na nich po kilka sztuk. No i czemu tego nie robią? Oh! Ta ludzka logika!!!

Ciekaw jak spędzisz długi majowy weekend, bo ja pewnie pojadę do Wasilkowa sprawdzić jak tam sytuacja po zimie i czy Ośrodek szykuje się do naszej wystawy. Spotkam się tam z Sabinką i Zulą. Ciekaw jestem, czy je pamiętasz z poprzednich Wystaw. Sabina to jest taka sama jak moja Ala – za bardzo z nią nie pobrykasz, ale z Zulą można się trochę poganiać. Mam tylko nadzieję, że nie wpadnę znów do rzeki, ale chyba nie po wtedy to przecież właśnie za Tobą pobiegłem i się skąpałem…

Przesyłam mnóstwo całusów i nie mogę się doczekać spotkania na Wystawie












Twój Beniamin











Witaj Beniu!!!

Beniu, ja też już się cieszę na wystawę, ale chyba jeszcze bardziej Ci moi ludzie. Przygotowują się jakby na wyprawę w tropiki jechali... Bemol też się cieszy, bo pojedzie w tym czasie do cioci od Lunki i Tofisia, Mała Su jest jak zawsze sceptycznie nastawiona do wszystkiego, a Gibi nie wie, czym my się tak wszyscy emocjonujemy.

Bardzo się ucieszyłam jak „matka” przeczytała mi list od Ciebie. Zawsze miło jest mi przeczytać co tam u Was słychać.

U nas też już podobno wiosna na całego, chociaż ostatnio to same burze są… Mała Su strasznie panikuje i chodzi krok w krok za „matką”, Gibson się kręci, a Bemol głupkuje jak to on… Wszyscy dookoła mówią, że Gibson czuje się coraz lepiej i to chyba prawda, bo broi bardziej niż ja :) Ostatnio wpadł na genialny pomysł i wyjął z szafki reklamówkę bezów, ale była zabawa, tylko szkoda, że później wszystko się kleiło, a „matka” białej gorączki dostała. Czasami to naprawdę się cieszę, że jestem głucha! Nasze człowieki jak wrócili z pracy i przykleili się do podłogi, bardzo śmiesznie wywijali rękoma i coś tam sobie mamrotali, a głupolek Gibson chciał się z nimi, tymi bezami dzielić (dobrze, że chociaż trochę rozładował tą napiętą atmosferę ). Oczywiście wszyscy jak spojrzą na tą jego wypracowaną głupolowatą minę o wszystkim zaraz zapominają … Czyli jednak dobrze, że jest z nami ten cudak. Ostatnio zaczęliśmy się nawet razem bawić, nareszcie mam godnego przeciwnika w psich zapasach. Mógłby tylko jeszcze zacząć szybciej biegać, bo ganianie z nim nie ma żadnego sensu, ale nasze człowieki mówią, że jest szansa i może będzie jeszcze ładnie chodził. Odnośnie zabawek, to musiałam zrezygnować z moich, bo ten nowy wszystko mi wynosi i memla, a jego ślina jest wszędzie, szczerze to jest trochę obrzydliwy.

Na kleszcze „matka” dała mi jakąś tabletkę, bo jak kupiła obrożę to ją zjadłam, nie pozwolę sobie żeby jakieś gumowe paskudztwo wisiało mi na szyi. Gibson ma obrożę, ale on to facet i jemu wypada… a te małe pimpki człowieki czymś psikają. Te kleszcze to chyba jakieś paskudne są, bo co człowieki jakiegoś znajdą to aferę robią wielką.

Weekend majowy spędzimy w domu, „matka” ma co prawda wolne, ale powiedziała mi w tajemnicy, że w majówkę bardzo dużo złych ludzi porzuca swoje zwierzęta i ona musi być w pogotowiu, żeby je ratować. Mam cichą nadzieję, że będzie ich mało, a my będziemy spędzać dużo czasu na spacerach.

Fajnie masz, że możesz jechać kiedy chcesz do Wasilkowa… i jeszcze z Zulką się pobawisz, tęsknie za tym miejscem i Wami wszystkimi, ale do czerwca już mało czasu zostało :)

Buziole dla Was wszystkich!!!



P.S. Temperuj tą małą, bo Ci na głowę wejdzie! Człowiekami też się za dużo nie przejmuj i tak nam wszystko wybaczają, wystarczy ładnie im w oczy spojrzeć.

Twoja Kira :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zanim adoptujesz, przemyśl....

Adopcje i co dalej cz. IV

Historia Lita, trzynastoletniego doga niemieckiego pod opieką Dożej Skarbonki