Trudne pożegnania z naszymi dożymi przyjaciółmi.....historia Saszy



Ostatnia lekcja





Sasza był w moim życiu od 6 lat i 6 miesięcy, ale to było tak, jakby był zawsze. To dni przeżywane z Nim były najbarwniejsze i najciekawsze. To On wniósł w moje życie radość i miłość. Zawsze wiedział nie tylko co czuję, ale nawet o czym myślę. Gdy było mi smutno i źle, kładł swój piękny łeb na moje kolana i patrzył na mnie swoimi pięknymi oczami, które mówiły:

– Nie martw się kochana, wszystko się ułoży, będzie lepiej, a nawet jak nie, to i tak Cię nie opuszczę.


Kłamał. Raz w życiu mi skłamał. Opuścił. Nagle, nieoczekiwanie. Wieczorem jeszcze się bawił, brykał z Alisią, zjadł kolację, a rano… lecznica, badania, kroplówki. Opinia lekarzy: „Zapalenie stawów, za kilka dni wszystko będzie w porządku.” Wracamy do domu, patrzę Saszy w oczy i widzę, że nic nie będzie w porządku. Inna lecznica, następne badania, tu przynajmniej uczciwa diagnoza: „Nie wiemy co mu jest, wszystkie wyniki są w normie”. Pytam:

– Co mogę zrobić?

Odpowiedź:

– Modlić się.

Więc wracamy do domu i modlę się. Trzymam go za łapę i się modlę. Głaszczę ukochany łeb i się modlę. Pomagam pokonać siedem schodków przy wyjściu na dwór i się modlę. Nie dopuszczam tej myśli do głowy, ale już wiem. Proszę męża, by zabrał Alisię do innego pokoju, bym mogła ostatnią noc spokojnie spędzić z Saszą. Pomogłam mu ułożyć się na wersalce i delikatnie kładę się obok niego, jak wtedy, gdy był maleńkim szczeniaczkiem. I z taką samą ufnością przytulił się do mnie jak wtedy. Nie płaczę, nie złorzeczę, modlę się najpierw o rok, potem o pół, potem o miesiąc, potem się targuję:

– Boże oddam ci mój wymarzony dom za tydzień jego życia, oddam firmę, oddam wszystko co mam, ale nie zabieraj mi go.

Potem proszę:

– Zabierz mnie razem z nim, bo bez niego nie będę umiała żyć.

I nasłuchuję jego oddechu, i głaszczę, i tulę, i całuję. Noc minęła spokojnie, pojawiła się zwodnicza nadzieja. Myślałam, że coś utargowałam. Minął dzień. Już dziękowałam Bogu.

Nadszedł wieczór. Sasza leży na wersalce. Śpi. Stoję obok. Słyszę, że głęboko westchnął i nie może nabrać powietrza. Pochylam się nad nim, przybiega mąż. Zaczyna robić sztuczne oddychanie, potem masaż serca. Trzymam ukochaną głowę w swoich rękach. Nic nie pomaga. Jeszcze chwila i … Na moje dłonie spłynął ostatni oddech mego Synka. Czas się zatrzymał, życie się zatrzymało, tylko moje serce czemuś dalej bije. Żyję, choć odszedł Ten, Kto kochał mnie jak nikt na świecie. Żyję, choć bez niego żyć nie potrafię.


Długo to trwało zanim zrozumiałam ostatnią lekcję Saszy. Lekcję jak odejść z godnością, kiedy się dopełni mój czas.

A Ty Syneczku nie odchodź za daleko za Tęczowy Most. Poczekaj na mnie, niedługo przyjdę.

Alla A. Chrzanowska

Komentarze

  1. Takie one są te dogi - rozkochują w sobie, a potem odchodzą łamiąc serca...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zanim adoptujesz, przemyśl....

Adopcje i co dalej cz. IV

Historia Lita, trzynastoletniego doga niemieckiego pod opieką Dożej Skarbonki